środa, 11 grudnia 2013

Przepoczwarzenie dywanowe oraz czytadełko.


W głowie mi się poprzewracało, na stole dywan docelowo podłogowy sobie leży... ale albo to dywan musiał na stole zlec, albo moja ukochana "książka" musiałaby na podłodze wylądować, a na to nie pozwoliłabym nigdy w życiu ;)

Jak widzicie - dywan zszedł sobie z maszyny i poleguje, a dokładniej to czeka na obróbkę ręczną, czyli igło - nitkową. Nie wiem czy za to się dzisiaj zabiorę, ponieważ namachałam się... gdybym tak dziennie przeplotła przez maszynę kilka dywanów, no dobra, jeden ale od początku do samego końca - talię miałabym jak osa. Ręce mnie bolą od trzymania rąk w górze, oczy od wypatrywania supełków, które zresztą i tak się wzięły i jakimś cudem przedostały do splotów, mimo uważnego ich wypatrywania (oznaczać to tylko może, że o wizytę u okulisty się prosi na gwałt, znaczy się na badanie ;) ).

Szczerze powiedziawszy to mam ochotę się zaszyć z herbatka w ręce pod ciepluchnym kocykiem i poczytać. A ponieważ czytać lubię, to się z Wami chętnie tym, co czytam podzielę, przyłączając się z radością do akcji pomysłu Maknety pod jakże jasnym i klarownym tytułem: Wspólne dzierganie i czytanie.
A czyta się u mnie wcale nie jedną książkę, a kilka na raz. Jakoś tak mam, że nie potrafię, podobnie jak z projektami dziewiarskimi, skupić się tylko na jednej książce od jej początku do końca. Czytnik elektroniczny (dżizas, jaka nazwa!) poniekąd mi to ułatwia, wszystkie książki w jednej podręcznej "książeczce", które dzięki jednemu "klik" otwieram na stronie, na której uprzednio zakończyłam czytać. Wszystko pod ręką, a już jego największą zaletą jest to, że mimo iż nie mieszkam w Polsce mam dostęp do prawie wszystkich książek, na jakie mam ochotę. Pamiętam jak Połówek zakupił to urządzenie, "diabelskie" krzyczałam," nie tknę tego, prędzej oślepnę", a teraz, całkowicie przejęłam, mężowi zabrałam i nie wyobrażam sobie już życia "bez". Choć jak wprawny czytelnik z pewnością zauważy - ślepnąć już powoli zaczynam... 

Ale nie o czytniku miało być. Jedna z książek, którą aktualnie podczytuję wieczorami jak już zakończę dziewiarskie prace, bo czytać i dziergać jednocześnie nie potrafię, to chyba najnowsza powieść Emily Griffin: "Siedem lat później", choć nazywanie jej powieścią to zdecydowanie nadużycie w tym przypadku. Ot, czytadełko do poduchy, bezstresowa i odmóżdżająca lektura, w sam raz na wieczór by tuż przed snem parę stron przeczytać i bez żalu zasnąć. Bo taka jest ta książka, niewciągająca, niby o miłości, niby o zdradzie, ale jakoś brak jej poczucia humoru czy jakiegoś faktycznego dramatu. No dobra, przekroczyłam połowę i wciąż czekam na jakąś akcję... może dziś coś mnie w niej porwie właśnie :)

Ach, i jeszcze kilka fotek z placu boju dywanowego. Ponieważ gdy zakończyłam dziewiarsko-maszynowe prace nad dywanem zastały mnie egipskie ciemności - zdjęcia z automatem, kiepskie, ale bałam się, że do jutra dywanik w tej formie może nie dotrwać, a koniecznie chciałam go Wam pokazać jak wygląda po ściągnięciu z maszyny. To tak się prezentuje w fazie poczwarkowej, z przepruciem zielonym pośrodku (bez obawy, to zniknie ;) )


I oczywiście Szanownego Pana i Władcę nie trzeba było namawiać na testowanie... ;)


O dziwo nawet raz nie drapnął, może ten dywan przetrwa dłużej niż wszystkie dziewiarskie tkaniny w naszym domu ;)

To znikam zaplątać się w cieplutką wełenkę i oddać się poszukiwaniom dramatu w mojej książce, Wam życząc spokojnego wieczoru.


21 komentarzy:

  1. Witaj w klubie- jak fajnie, że też do nas dołączyłaś! Ten dywan zapewne będzie przyczyną mojego rozwodu albowiem dla czegoś takiego wyciągnę maszynę dziewiarską z kąta a tego może nie zdzierżyć z kolei mój mąż jedyny (jeszcze!). Normalnie się napatrzeć nie mogę! Jeżeli chodzi o książki to coś czytałam tej pani ale zapamiętałam niewiele lub zgoła nic:-))) A jakby Ci sie przypadkiem nie spodobał ten dywan to śmiało pisz do mnie i pamiętaj, że mam prawo pierwokupu. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawo pierwokupu masz zaklepane :) Ale radziłabym na sprzedaż nie liczyć.. ;) Męża uglaskaj, na piwko z kolwgami wyślij a sama maszynę wyciągaj i do roboty:) Jeśli tylko Twoja maszyna ma funkcję tkania - szkoda czekać :)
    Przyłączyc do akcji chciałam bardzo, ale na tego tygodniowe czytanie w zespół się chyba nie załapie, bo jak przed chwilą u Maknety doczytalam, powinnam była zgłosić się wczoraj...ups..
    Griffin takie właśnie Książki pisze.. łatwo się czyta, jeszcze łatwiej zapomina..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem czy moja maszyna ma funkcję tkania, ja nawet nie wiem jakie ma funkcje bo odkąd ją dostałam to nawet jej nie rozpakowałam:-))) Ale gdybym jej nie wzięła to wyladowałaby na śmietniku!

      Usuń
    2. Dobrze, że ją przygarnęłaś :) ale teraz proponuje - nawet ryzykując sprzeczkę z Małżonkiem Maszyniątko wyciągnąć z czeluści szafy, obejrzeć i zobaczyć co ona potrafi :)

      Usuń
  3. Fajnie, że dołączyłaś:)
    Dywan prezentuję się interesująco, ciekawa jestem jak będzie wyglądał po wykończeniu.
    Czytnik mam (tzn miałam, Mateusz dwa swoje zdążył zepsuć, więc teraz używa mojego), ale ja to niespecjalnie lubię. Tzn. jak coś wrzucę to czytam. Ale ja lubię czytać książki papierowe. Musi być zapach, kartki, ładna okładka. Czasem wożę takie kilogramowe księgi w torbie (nie ma już miejsca na zeszyty na uczelnie- bywa:) ), by móc tylko poczytać w tramwaju.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co ja mam Ci odpowiedzieć? ja też kocham i papier książki, i okładkę, jak jest ładna... i zapach, choć ze zmysłem powonienia to jest u mnie mały problem, ale... co ja mogę, jak do Polski daleko, a księgarni z książkami w języku polskim po tej stronie granicy jak na lekarstwo. No to się nauczyłam kochać czytnik. I bardzo się cieszę, bo czytać kocham bardziej niż papierową jej formę...
      Ależ Ty jesteś dobra dla tego swojego M. :))) Szczęściarz z Niego, że Cię ma :)

      Usuń
    2. No rzeczywiście, masz rację. Czytnik to jedyne rozsądne wyjście. W takim razie tylko się cieszy, że ktoś wymyślił coś takiego! Bo nie umiem sobie wyobrazić czytania na ekranie komputera czy tablecie. Tylko głowa by bolała:)

      Usuń
    3. A widzisz, mój M. wysiudany z przyjemności korzystania czytnika, no bo przecież choć z jednego może korzystać wiele osób, to w tym samym czasie to raczej możliwe nie jest, przerzucił się na telefon i tableta właśnie i sobie chwali. Jak go głowa nie boli, to chętnie z tej opcji korzystam, bezkarnie wykorzystując czytnik :)) no przecież mówiłam, że ten Twój M ma szczęście, że Cię ma, ja taka dobra nie jestem ;)

      Usuń
  4. Ładnie wygląda ten dywanik :) A Nadzorca Robótkowy prześliczny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rude za moim pośrednictwem dziękuje i gorąco pozdrawia:)

      Usuń
  5. Dywanik jest super, zwłaszcza z ty pięknym futrzakiem. A jeśli chodzi o czytniki to jestem za. Sama mam Kindla i jestem z niego bardzo zadowolona.Oczywiście uwielbiam tradycyjne książki, ale nie mam żadnych obiekcji do elektronicznych.Jakie to duże ułatwienie w tanich liniach lotniczych, gdzie liczy się każde deko. Lecieliśmy na Teneryfę na dwa tygodnie i nie mogłam wziąć jednej książki. Wzięłam więc sześć, kosztem ciuchów i kosmetyków.A z Kindlem, to nigdy nie zabraknie książek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ułatwienie jest to genialne, uratowało to nam kiedyś wspólne wakacje, kiedy to jedynym sposobem na zatrzymanie Męża mojego na plaży dłużej niż 5 minut, było zorganizowanie mu kącika literata, koniecznie pod parasolką, na leżaku i własnie z kindlem w ręku :)

      Usuń
  6. Ło rany!!!! Nie szkoda Ci tego cuda na grzanie stóp i to od ławy???? Nie da się z tego zrobić kocyka na przykrycie własnych stópek, nóżek a nawet całego korpusika??? :)))))
    Wiedziałam, że intuicja mnie nie zawiedzie. Po osiągnięciu stadium imago będzie prawdziwym motylem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i masz babo placek, musisz kusić? przecież już publicznie postanowione zostało, że to będzie dywan, i jak ja teraz wyglądać będę jak się z tego wycofam?
      Na kocyk za grube, ale za to byłaby z tego genialna kapa na łózko sypialniane.. tylko sypie sie ten tweed strasznie, a, i trzeba by było go w ramkę wsadzić, żeby rozmiary dopasować do łoża.. pomyślę... ;)

      Usuń
  7. Myślałam, że takie rzeczy tylko w Erze, znaczy w sklepie, a tu proszę dywan jak z fabryki. Podziwiam, bo dla mnie to czarna magia.
    Z diabelskiego urządzenia też korzystam, ale ostatnio jakoś mnie to zniechęciło. Kupowane ebooki pozostawiają wiele do życzenia. Ostatni składał się z samych błędów, ale nie powiem który, bo trzy firmy odpowiedzialne za dzieło wzięły się ostro do roboty i ebook teraz jak nowy.
    Cudny kot, tak mi się zawsze marzył rudzielec, ale koty które do mnie przybywają nie dają mi żadnego wyboru. Zjawiają się i już, ale i tak z dnia na dzień pięknieją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam się też niestety od czasu do czasu bubel elektroniczny, a nie książka trafi, ale z drugiej strony nie jest to aż tak częsty proceder, żebym miała czytnik odłożyć. Zresztą z racji gdzie mieszkam - nie mam wyboru, albo czytnik, albo brak literatury w języku ojczystym.
      A Ty taką kocią mamką jesteś? coś w stylu rodziny zastępczej dla Kociaków?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Mam kolejne dwa koty, dwa odeszły jakiś czas temu. Wszystkie trafiają do mnie jakby z przypadku. Jednego adoptowałam świadomie, ale jakoś specjalnie nie wybierałam. Niedawno znalazłam małą koteczkę porzuconą na na ulicy. TOZ nie miał gdzie jej zabrać, więc wzięłam na przechowanie i leczenie. Szczęśliwie udało się znaleźć dom stały.

      Usuń
  8. O kurczę, chyba kilometr tego utkałaś! Fantastyczny dywanik a i rudy tester przystojniaczek :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne 1000 rzędów (a dokładnie 2x po 492 rzędy plus przeprucia) ;) i jakieś 2.50 m :)
      Odinos robi widzę furrorę ;) Dziękuję w jego imieniu za komplement :)

      Usuń
  9. Świetny pomysł z tym dywanem i ogólnie świetny dywan. A od spodu jakoś go zabezpieczałaś przed ślizganiem się?
    Ja nie mogę przestawić się na czytnik, trochę w nim poczytam, a potem i tak wracam do tradycyjnej książki. Może to dlatego, że czasami lubię sobie przekartkować do przodu, w czytniku niby też można, ale to nie to samo, niestety.
    Pozdrawiam
    magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) aktualnie zwalczam wywijające się krawędzie... Po cichu liczę na to, że stół pod którym dywan będzie sobie leżał to ślizganie trochę ograniczy, ale pewnie sięgnę po listwy do dywanów i krawędzie przylepię. No nie mam innego pomysłu na razie... a Ty co proponujesz?
      Pewnie gdybym miała dostęp do polskiej literatury większy też czytniik odłożyłabym w kąt, a tak ratuje mój zapał do czytania w języku ojczystym na tej obczyźnie :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...